Do czego służy forum internetowe?
Dlaczego o modelarstwie, a nie po prostu – blog modelarski? No cóż... Modelarze dzielą się na tych, którzy modelują, najczęściej na bardzo wysokim poziomie i w ogóle nie gadają, na tych, którym buzia się nie zamyka, ale nie robią nic, oraz na tych, którzy coś tam kleją, ale od czasu do czasu chcieliby też zamienić z kimś parę słów. I ten blog właśnie jest po to, żeby pogadać, zwłaszcza o takich sprawach, które najczęściej są "zamiatane pod dywan".
Wydawałoby się, że idealnym miejscem do takiego pogadania powinno być forum modelarskie, które zazwyczaj ma nawet dział zatytułowany – Karczma, Hyde Park, albo podobnie. Wydawałoby się, ale... Tak wcale nie jest.
Przede wszystkim – i należy to powiedzieć na wstępie – fora modelarskie w żadnym wypadku nie służą do uprawiania modelarstwa. Oczywiście, można powiedzieć – i pewnie wielu modelarzy się z tym zgodzi – że jest to nieprzebrana kopalnia wiedzy, pomysłów, technik i wszelakiego dobra, – tylko trzeba pamiętać, że wiedzę tą zawdzięczamy jedynie niewielkiej grupie ludzi, którzy kleją, ale nie gadają. Coś tam powiedzieć muszą, chociażby parę słów na temat wydawnictwa, autora i samego modelu, ale z reguły ich relacje się ogląda, a nie czyta.
Do czego więc służą fora? I dlaczego tak się ich uczepiłem? No cóż. Należało by zacząć od tego, co to jest w ogóle modelarstwo i dlaczego ludzie się nim zajmują. Zresztą niekoniecznie modelarstwo. Może to być równie dobrze fotografia, rysunek, pisanie wierszy, albo wjeżdżanie rozpędzonym rowerem w kubły na śmieci. Albo podpalanie własnych gazów i pokazywanie tego na youtubie. Widziałem też kiedyś dziewczynę (siedziała obok mnie na ławce), oglądającą z wypiekami na twarzy nastolatka, który się budzi, ubiera, idzie do łazienki, myje zęby i tak dalej... Zerkałem jej przez ramię na ten jej telefon czekając, aż coś się wydarzy. Ale nie. Gościu po prostu trochę poziewał, trochę się poprzeciągał, a później zaczął się leniwie ubierać. Jak się już ubrał, rozwalił się na sofie i zaczął zmieniać kanały w tv. Nic nie eksplodowało, nikt się nie przewrócił, nikt też nie podpalił własnych gazów i poza tym nastolatkiem nikogo chyba w domu nie było. Czy uwierzycie?
Na początku nie mogłem zrozumieć, czemu ten chłopak umieścił w internecie godzinny film ze swojego wstawania z łóżka, ale po głębszym zastanowieniu się, doszedłem do oczywistego wniosku, że zrobił to, ponieważ ktoś chce to oglądać. I to dopiero jest niezrozumiałe. Ta dziewczyna obok mnie nie była śliniącą się „rośliną”, nie miała trzech lat i była nawet całkiem ładna. Wyglądała też na całkiem przyzwoitą. A jednak poświęciła godzinę swojego cennego czasu, by oglądać, jak zupełnie obcy koleś nie robi zupełnie nic.
Łapiecie już o co mi chodzi? Otóż ci wszyscy ludzie robią te rzeczy po to, żeby ich podziwiano. Nie, ponieważ to lubią, albo odczuwają potrzebę stworzenia czegokolwiek, a już w żadnym wypadku po to, żeby ktokolwiek inny miał z tego pożytek. Im chodzi tylko o jedno. O bycie oglądanym. I nie, oni wcale nie zastanawiają się, czy to jest interesujące. Nie obchodzi ich, czy to jest pożyteczne, czy jest w stanie wzbogacić czyjeś życie duchowe.
Po prostu filmują cokolwiek, a następnie wrzucają na jeden z wielu portali społecznościowych i zbierają lajki. Oczywiście nikt nigdy nie obejrzałby ich beznadziejnego filmu, gdyby nie istniały mechanizmy umożliwiające „wciśnięcie go” wielu osobom. Na przykład ja codziennie dostaję na Instagrama (używam go, jako komunikatora) około pięćdziesięciu propozycji „osób, których profil powinien mnie zainteresować”. Wykasowuję to dziadostwo, a następnego dnia mam kolejne pół setki.
I nie są to rzeczy które mogłyby mnie interesować. Nie mają nic wspólnego ani z tym co oglądam, ani kiedykolwiek oglądałem. Są to po prostu przypadkowe profile, które muszą być rozsyłane gdzie się da, bo w przeciwnym wypadku portal przestał by istnieć, a jego właściciel by zbankrutował.
Jak to wszystko ma się do modelarstwa? No cóż. W czasach przedinternetowych kolejność była taka, że kleiło się model samolotu, bo się lubiło, a następnie (ewentualnie) można było się nim pochwalić. Koledze, koleżance – o ile trafiło się na taką, która też to lubiła – albo na jakimś konkursie.
Dziś jest dokładnie odwrotnie. Najpiew ogląda się relacje innych, później przychodzi do głowy myśl, że fajnie by było też mieć się czym pochwalić, a następnie buduje się ten sam samolot w jedynym celu. Żeby jak najszybciej pokazać go na forum. Stąd biorą się relacje pełne szumnych zapowiedzi i zdjęć okładki, tudzież szkieletu, sfotografowanych ze stu różnych ujęć. Bo tak naprawdę jeszcze nie ma się co pokazać, ale bardzo się chce.
Nie należy tu generalizować i wcale nie mam takiego zamiaru. Nie zawsze tak jest. Jednakże obok pięciu modelarzy, którzy najpierw kleją, a później się chwalą, pojawia się pięćdziesięciu, którzy przede wszystkim się chwalą. Jestem pewien, że gdyby im tylko podsunąć odpowiednie możliwości, robiliby cokolwiek innego, byle tylko ich ktoś podziwiał. Mogliby rysować, robić zdjęcia, albo kolekcjonować wieczne pióra. Nie musieliby akurat zajmować się modelarstwem.
Trzeba też podkreślić, że ci, którzy na pierwszym miejscu stawiali hobby, a dopiero później zaistnieli na forach, wywodzą się przeważnie z pokolenia, które dorastało bez forów i w ogóle bez internetu. Mówimy tu o ludziach, którzy urodzili się powiedzmy przed rokiem 1980. Natomiast cała reszta, czyli pozostałe dziewięćdziesiąt procent, to są ci, którzy wychowali się na internecie i nie wyobrażają sobie, że mogłoby go nie być. A internet wychowuje źle. Tak jak rodzice, którzy ciągle powtarzają dziecku – Pokaż cioci jak ładnie śpiewasz – nauczą go samochwalstwa, tak forum internetowe, dając możliwość chwalenia się przed ogromną grupą ludzi, w końcu nauczy jego użytkownika tego samego.
To, że forum pomaga w zdobywaniu wiedzy i dzieleniu się doświadczeniem, to mit. Prawdziwą wiedzę można zdobyć tylko w szkole, albo z książek, ewentualnie z praktyki, a co do dzielenia się doświadczeniem... Wystarczy popatrzeć co się dzieje, gdy jakiś „świeżak” poprosi o radę, albo o wytłumaczenie jakiegoś problemu. Osobną sprawą są niektóre beznadziejne pytania, ale o tym później.
Pół biedy, jeśli taki nowicjusz nie ma jeszcze nic, czym mógłby się pochwalić, albo sprawia wrażenie niezbyt mądrego. Gorzej jednak, gdy ośmielił się już coś osiągnąć, albo język, którym się posługuje, zdradza jakieś obycie w temacie. Wtedy odzywają się tak zwane autorytety i dyskusja zwykle kończy się awanturą. Przy czym mówiąc – autorytety – nie mam na myśli tych, co to traktują swoje hobby jako rzecz najważniejszą, a forum jest dla nich tylko dodatkiem i miejscem, w którym można sobie poplotkować z kumplami, ale tych, dla których forum i tylko forum, jest całym sensem istnienia.
Co to znaczy w tym przypadku „sens istnienia”? I kim są te „autorytety”?
Najczęściej są to ludzie, którzy mają ponad tysiąc postów (choć nie jest to regułą), nie mogą się za bardzo pochwalić swoimi osiągnięciami, ale zawsze wszystko wiedzą najlepiej, oraz nie cierpią, jak im „gówniarstwo podskakuje”. Gdy tylko podejrzewają, że ktoś mógłby podważyć ich nieomylność, lub zakwestionować ich dogmatyczne poglądy, wpadają w straszną złość i natychmiast zaczynają takiego delikwenta „wychowywać”. Przywołują go do porządku, sprowadzają na ziemię, a nawet próbują ukarać jego krnąbrność. Jeśli należą do grupy moderatorów, czy administratorów forum, można być pewnym, że zaraz gościa zbanują, pod byle pretekstem, a jeśli będzie się opierał i pilnował, żeby w niczym nie uchybić regulaminowi, to sprowokują go w najbardziej podły sposób, byle był wystarczająco skuteczny i wtedy go dopadną.
Ileż „złamanych karier”, ileż „podciętych gałęzi”, przez takich wszystko-mogących palantów, zwłaszcza na forach czysto hobbystycznych. Niektórzy się nie dają, ale żeby się nie dać, trzeba nie mieć ani nerwów, ani honoru, ani w ogóle charakteru. Trzeba być odpornym na prowokacje, na kłamstwa, na chamstwo, na manipulowanie faktami i na odwracanie kota ogonem. Typowy przykład „odwracania”, to często spotykany tekst
– Bo ty chcesz narzucić swoje zdanie innym, a jak ktoś się z nim nie zgadza to go obrażasz i atakujesz. A w ogóle, to jesteś hejterem.
Zabawne jest to, że autorami powyższego zarzutu są najczęściej właśnie ci, którzy nigdy nie tolerują odmiennego zdania, a na jakiekolwiek próby merytorycznej polemiki odpowiadają z miejsca atakami personalnymi i potokami wulgarnego chamstwa. I nawet nie da się im zwrócić uwagi, że sami robią to, o co oskarżają innych, ponieważ każdy – podkreślam, każdy – argument „nie do zbicia” będzie strzałem w próżnię. Jeśli nie mogą zaprzeczyć, po prostu będą udawać, że nie słyszą. W realnym świecie jedyną godną odpowiedzią byłoby danie w mordę, ale w internecie... Ignorowanie rękawicy rzuconej w twarz, jest czymś zupełnie normalnym.
Dlaczegóż się tak uwziąłem na ten temat i wałkuję go od samego początku? Co w ogóle było inspiracją do rozpoczęcia "Rozmów..." ? Odpowiedź jest prosta. Otóż uważam, że forum internetowe jest platformą, która po początkowym okresie fascynacji i zachłyśnięcia się jego możliwościami, zwyczajnie się znudziła i wypaliła. Entuzjaści forów twierdzą, że ten sposób komunikacji wciąż ma się dobrze i jako przykład podają np. „elektrodę”, ale nie wiedzą (albo udają, że nie wiedzą), że tylko w ostatnich dziewięciu latach (między 2010, a 2019), zniknęło w samej Polsce około 60% wszystkich forów, jakie istniały przed rokiem 2010. Czyli na każdą taką "elektrodę" przypada całe stado forów, które padły.
Osobiście nienawidzę forów. Z powodów o których już napisałem wcześniej i jeszcze z wielu innych. Wiedza? Ktoś bardzo trafnie podsumował – Zamiast pytać 100 osób, których nie znam, co się dzieje z moim samochodem, wolę zapytać jednego mechanika, którego znam i który zna się na samochodach.
Gdy próbujecie dowiedzieć się czegokolwiek na forum, schemat jest najczęściej ten sam. Najpierw ktoś zwróci Wam uwagę, że zadaliście pytanie w niewłaściwym dziale, jeszcze ktoś inny, że zapomnieliście się przywitać, oraz ktoś, kto wygłosi nieśmiertelne słowa – Google nie boli. – W ogóle, większość osób, które odpowiedzą, nie będzie miała najmniejszego pojęcia na temat Was interesujący, ale odezwą się tylko po to, żeby Was upomnieć, ochrzanić o coś, wychować, albo wyrazić swoją pogardę dla waszej ignorancji.
Jeśli będziecie się upierać przy swoim pytaniu, ktoś w końcu udzieli Wam odpowiedzi, ale takiej, która jest Wam znana i o której powiedzieliście już na wstępie, że o niej wiecie. To jednak nic nie da, bo każda kolejna osoba będzie powtarzać to samo, a gdy zirytowani powtórzycie po raz setny, że WIECIE O TYM! spotkacie się z niekontrolowanym wybuchem złości spowodowanym waszą niewdzięcznością. Tak! Niewdzięcznością. Przecież powiedzieli Wam o co chodzi, to czego jeszcze chcecie? Ostatecznie i tak zostaniecie zbanowani, pod byle pretekstem.
Więc jeśli nie forum, to co?
A nad ty, to już zastanowimy się... może kiedyś, innym razem...


Komentarze
Prześlij komentarz