Jakie modele są najlepsze?

      Zanim zaczniecie to czytać, chciałbym podkreślić, że prezentowane poniżej poglądy, są wyłącznie moim "głośnym myśleniem" na pewne tematy i wcale nie musicie się z nimi zgadzać. Nie zamierzam nikogo obrażać, ani dyskryminować jego prawa, do poglądów zupełnie przeciwnych. Czy wyraziłem się jasno?

     Jeśli chodzi o modele, to odpowiedź jest banalnie prosta. Takie, jakie nam się najbardziej podobają. Szczerze mówiąc, nie mam zielonego pojęcia, co powoduje ludźmi, że akurat sięgają po Yamato, Bismarcka, albo kolejnego Me-109, zwłaszcza, jeśli jest to pierwsza wycinanka w ich życiu. Znaczy, jeśli chodzi o Messerschmitta, to mam akurat wątpliwości innego rodzaju. Nie chodzi mi absolutnie o to, że jest to samolot hitlerowski i że na nim latali faceci, którzy zabijali niewinnych ludzi, ale o to, że jest to chyba najczęściej klejony samolot na świecie. Pomimo, że wcale nie ma w nim nic wyjątkowego. To samo mógłbym powiedzieć o pewnym przystojniaku z drugiej strony barykady, czyli o Spitfire. 
     Pomijam już spór, ciągnący się od samej bitwy o Anglię, który samolot wygrał tą bitwę, Spitfire, czy Hurricane, to Spit jest mniej więcej tak samo wyjątkowy, jak w świecie taksówkarzy wyjątkowa jest Skoda Octavia. Albo Volkswagen Passat. To po prostu dobrze zrobiony samolot o klasycznej konstrukcji, który jest tak oczywisty, jak nie przymierzając, siekiera, albo młotek. Dlaczego więc tylu ludzi, którzy chcą skleić coś latającego, sięga po Spita? Czemu nie spróbują zrobić jakiegoś pokraka w typie Bregueta XIX, albo Poteza XXV ? Albo chociażby Hurricane'a? Czemu nikt nie pokusi się o porządny projekt Wellingtona? Albo Pe8? Albo (skoro już jesteśmy przy konstrukcjach sowieckich) Iła 4? Czemu tak mało jest latadeł sprzed II Wojny Światowej?

      Początkujący rzeźbiarz, gdy chce zrobić coś oryginalnego i niepowtarzalnego, robi tą babkę bez rąk i bez głowy. Czyli Wenus. Malarz maluje słoneczniki w dzbanku, albo coś totalnie abstrakcyjnego, a fotograf robi zbliżenia owadów, lub zachód słońca. No tak... Modelarz oczywiście buduje Spitfire'a, a jeśli jest to coś, co pływa, to na 99 procent będzie to Bismarck, albo Yamato. Jeśli ma żagle, to Victory, a jeśli jeździ na gąsienicach, to Tiger.

      Doszło już do tego, że gdy przeglądam fora i widzę kolejną relację Spitfire'a, albo Bismarcka, to nawet jej nie otwieram. Są modelarze, którzy robią naprawdę świetne i zdetalizowane modele, ale ileż można razy oglądać zdetalizowanego i perfekcyjnego aż do obłędu, Spita? Diorama ze Spitem, który właśnie skapotował, albo się zwyczajnie rozbił, to byłoby coś ciekawego. Ale tak sobie stojący w całości? Nieee.

      To samo dotyczy statków. Jasne, precyzja i czystość klejenia niektórych „okrętowców” jest wręcz nieprawdopodobna, ale tak naprawdę interesujące jest tylko klejenie szkieletu i wypełnianie go poszyciem. Bo każdy robi to właściwie inaczej. Później jest już tylko nudno. Bo inaczej się nie da. Owszem, czasami ktoś wyskoczy z nowym patentem na retusz, innym razem ktoś odkopie dyskusję na temat najlepszego sposobu na sklejanie pudełeczek, ale to wszystko są tylko drobiazgi i to w większości takie, które już były. Jeśli jeszcze pomnożymy to wszystko przez model, który w ciągu ostatniego roku był relacjonowany ze dwadzieścia razy, to wyjdą takie flaki z olejem, że szkoda słów.

      Jako przykład podałbym jedną z relacji, w której znany i bardzo dobry modelarz klei żaglowiec. Od samego początku zastanawiało mnie, dlaczego nikt tej budowy nie komentuje. Okręt jest prawie gotowy, mnóstwo zdjęć, wszystko wygląda świetnie, ale poza nim samym, nikt się nie odezwał przez trzy strony. No, może na samym początku były ze trzy – cztery wpisy typu – nieźle to wygląda – albo – świetnie ci idzie – i kolejne cztery na samym końcu. Bo wypadało coś powiedzieć. Czemu więc? – pytam. Modelarz świetny, wykonanie perfekcyjne, więc?

      (Taka mała dygresja... Otóż zawsze mnie zastanawiało, czemu w wielu sytuacjach, ludzie którzy je obserwują, wyciągają „na siłę” wnioski, których tak naprawdę nikt nie powinien wyciągać. Dlaczego pytamy o godzinę, a oni są przekonani, że chcemy ukraść im zegarek? Dlaczego chcemy się dowiedzieć coś na temat projektowania, a znajdzie się jakiś głupek, który będzie nam wmawiał, że obrażamy innych użytkowników forum i zazdrościmy im bogactwa?

       Odpowiedź jest prostsza, niż się wydaje. Po prostu niektórzy nie potrafią się pogodzić z faktami, gdyż te są w sprzeczności z ich oczekiwaniami. Dlatego doszukują się w tych faktach bodaj cienia czegoś, co im akurat pasuje. I tak jeden dzieciak, który dostanie kolejkę elektryczną, będzie narzekał, że dali mu coś, co potrzebuje baterii, a poza tym na pewno zaraz się popsuje, a inny dostanie końskie g.... zawinięte w papierek i będzie skakał z radości, że dostał konika, tylko... Konik uciekł. Ale to i tak nic nie szkodzi.)

      Po co ta dygresja? Bo z modelami jest podobnie. Założę się, że autor tej relacji o żaglowcu, gdyby go zapytać, czemu zainteresowanie jego pracą jest tak nikłe, albo obraziłby się i powiedział, że to wcale nieprawda, albo stwierdziłby, że ma w dupie to, co ludzie piszą, on klei dla własnej przyjemności. No tak, tylko po co w takim razie pokazuje to klejenie na forum?

      To jest właśnie szukanie w faktach tego, co jest wygodne dla szukającego. A jaka jest prawda? Ano taka, że doskonały model Spitfire'a ma około 500 wyświetleń i 6 komentarzy, a pierwsza z brzegu kłótnia na jakiś bzdurny temat ma 3 tysiące wyświetleń i prawie sto wypowiedzi innych użytkowników.

      Co więc kleić? Ha! To bardzo dobre pytanie, ale zanim sobie na nie odpowiemy, warto się zastanowić, po co w końcu kleimy? Bo jeśli po to, żeby coś pokazać na forum, to albo znajdźmy coś naprawdę interesującego, albo lepiej wywołajmy jakąś awanturę o nic. A jeśli po to, żeby mieć z tego jakąś przyjemność, to... No nie mówcie mi, że kolejny Spit, albo Bismarck Wam to dadzą. Weźcie sklejcie jakiś wiatrak, przyczepę, żółtą łódź podwodną, albo... Ptaszka. 


Komentarze

Popularne posty