Zrób to sam
Tradycyjnie powtórzę...
Zanim zaczniecie to czytać, chciałbym podkreślić, że prezentowane
poniżej poglądy, są wyłącznie moim "głośnym myśleniem" na pewne tematy i
wcale nie musicie się z nimi zgadzać. Nie zamierzam nikogo obrażać, ani
dyskryminować jego prawa, do poglądów zupełnie przeciwnych.
Modelarstwo właściwie jest takim hobby, w którym zazwyczaj robi się wszystko samemu. Nie jest modelarzem ktoś, kto kupuje gotowy model i stawia go na półce, podobnie jak nie jest artystą ktoś, kto kupuje obraz, zamiast samemu go namalować. To jakby oczywiste i nie wymaga komentarza. Tym bardziej dziwi więc tendencja do sięgania po gotowe elementy, których procentowy udział w modelach jest coraz większy.
Już widzę, jak niektórzy z Was chcą zapytać – A co w takim razie z modelarstwem plastikowym, czy to już nie jest modelarstwo?
Ależ oczywiście, że jest! Tylko trochę inne. Rzecz w tym, że plastikowy model (np. samolotu) od samego początku jest określony jako zestaw części odlanych pod ciśnieniem na wtryskarce, z polistyrenu, lub żywicy i jego budowa polega na wycięciu tych części z ramki, oczyszczeniu, złożeniu do kupy i pomalowaniu. Takie jest założenie i taka jest natura czegoś, co się nazywa „Plastic model kit”.
Model kartonowy ma zupełnie inne założenie. Tu wycinamy z papieru płaskie elementy, a następnie – używając całej swojej wiedzy, doświadczenia, inwencji i wyobraźni – formujemy te elementy w bryły, które następnie składamy do kupy za pomocą kleju i ewentualnie malujemy.
Modelarstwo kartonowe (powtórzmy to jeszcze raz) polega na formowaniu papieru. I nie chodzi wcale o to, żeby opona, czy kołpak śmigła wyglądały za wszelką cenę „jak prawdziwe”, ale żeby były zrobione (uformowane) z papieru. Jeśli autor wycinanki mówi nam, że możemy zrobić koła z papieru, ale lepszy efekt uzyskamy wykorzystując gotowe kółka, np. ze starych zabawek”, to oczywiście możemy tak zrobić i efekt z całą pewnością będzie lepszy. Tylko czy to przypadkiem nie jest kropla dziegciu w beczce miodu? "Skażenie" idei modelarstwa kartonowego?
Modelarze tłumaczą się w ten sposób, że „nie obchodzi ich, jak to jest zrobione, liczy się wygląd. Efekt końcowy”. No dobrze, czemu więc robić to z papieru? Czemu nie kupić modelu plastikowego, albo żywicznego i całość zastąpić gotowymi wypraskami? Efekt będzie na sto procent lepszy! No tak, ale wtedy już nie będzie można powiedzieć, że się uprawia modelarstwo kartonowe. Tylko że... Mam wrażenie, że ci modelarze chcieliby pogodzić ogień z wodą. Chcieliby móc powiedzieć (i mieć tego świadomość, tylko dla własnej satysfakcji), że zmagają się z tak trudnym tworzywem jak papier, a jednocześnie uzyskać efekt maksymalnego realizmu. To tak, jakby chcieć budować z betonu, a nie drewna, ale starać się nadawać betonowi taką teksturę i kolor, żeby do złudzenia przypominał drewno.
Bardzo często, gdy ludzie oceniają jakiś perfekcyjnie wykonany model kartonowy, mówią – Niesamowity efekt! Wygląda jak model plastikowy!
No tak... Tylko że to bez sensu. Zawsze lubiłem oglądać modele z kartonu. Fascynowały mnie już od małego dziecka. Najbardziej „magiczne” było to, że... Były zrobione z kartonu i to było widać. Kołpak śmigła był sklejony z trzech, lub czterech pasków i te paski były płaskie, a ich połączenia były widoczne. Bo w ogóle ten typ modelarstwa polega na łączeniu ze sobą powierzchni płaskich (specyfika papieru) i takim zaprojektowaniu, by jak najlepiej odtworzyć trójwymiarowe kształty. Dlatego ten sam kołpak, zalany cyjanoakrylem, wyszlifowany i pomalowany stosownym kolorem, a następnie ubrudzony, będzie rzeczywiście wyglądał jak prawdziwy, ale nie będzie widać już papieru. Bo papier został sprowadzony do roli „kopyta”. Podkładu. Materiał, z którego jest naprawdę zrobiony ten kołpak, to klej, szpachlówka i farba. Wygląda realistycznie, ale jest to beton udający drewno.
A co powiedzieć o elementach drukowanych na drukarce 3D ? Kiedyś było to nie do pomyślenia, a dziś jest stosowane coraz częściej. Czy tylko z chęci uzyskania lepszego efektu? Myślę, że nie. W większości przypadków jest to lenistwo, a tak w ogóle, to chęć wywołania zachwytu, jak najmniejszym kosztem. Bo na forum ktoś powie – Jaki piękny model! Aż się nie chce wierzyć, że to wszystko zrobione z papieru...
Z papieru? No cóż. Wygląda na to, że dziś już nawet nikt nie zwraca uwagi na oczywisty nonsens nazywania „kartonowym modelarstwem” czegoś, co nim nie jest, albo jest tylko w części. To tak jak kiedyś ludzie mówili na wszystkie sportowe buty „Adidasy” i nazywali również Adidasami obuwie Pumy. I nie było w tym nic złego.
Rzecz jasna istnieje coś takiego, jak „odwieczny spór pomiędzy kartonowymi ortodoksami, a kartonowymi liberałami”, ale argumenty zarówno jednej, jak i drugiej ze stron są zwykle mało przekonujące. Spróbujmy więc je trochę uporządkować.
Kartonowi puryści brzydzą się wszystkim, co niekartonowe i nawet starają się uwzględniać różne błędy w opracowaniach, takie jak niewłaściwe proporcje, nazbyt widoczne i grube linie podziału, oraz kontury, nieodpowiednie kolory, czy za gruby i łamiący się karton. „Liberałowie” wyśmiewają ten – jak sami nazywają – fanatyzm i ładują do swoich modeli maksymalną ilość elementów, które można zrobić nie z papieru, a które dają lepszy wizualnie efekt. Blaszki fototrawione, kabelki, druciki, odlewy żywiczne, wydruki 3D, gotowe toczone z mosiądzu lufy, śruby, nity, gotowe dachówki firmy Auhagen i tak dalej... No i laserowo wycinane (choć z papieru) elementy szkieletu.
A prawda jak zwykle leży pośrodku.
Nie mam nic przeciwko użyciu niewłaściwych materiałów. Sam zastanawiałem się, jak można by najlepiej (i najszybciej) zrobić dachówki typu „Mnich – Mniszka”, bez pieprzenia się w nawijanie pomarańczowego papieru na drucik 0,4 mm, nasączanie tego klejem, czekaniem aż zaschnie, zdejmowaniem, rozcinaniem na połówki itd...
Myślałem nad zrobieniem „rakla” z nierdzewnej cieniutkiej blaszki, w której można by wyciąć (wyszlifować) profil dachówek, a następnie, jadąc takim „grzebieniem” po warstwie niemal zaschniętego gipsu, albo jakiejś modeliny i wciskając go głębiej co jakieś trzy milimetry (z małym przesunięciem) rzeźbić całą połać dachu...
Można by było dodać do gipsu startą suchą pastelową kredkę w odpowiednim kolorze, a później jeszcze całość pomalować... Ale czy nie o to właśnie chodzi? Czy nie to właśnie daje największą radość? Że zrobiło się coś samemu? Że wpadło się na genialny pomysł (Jig) i udostępniło go innym?
Oczywiście możecie powiedzieć - No tak, ale kupujesz model kartonowy, który też został przez kogoś zaprojektowany, przez kogoś wydrukowany, no i jakas fabryka zrobiła papier
Naprawdę? Pomyśleliście w ten sposób? No cóż. Wolno Wam. Jednak (jak pisałem przed paroma chwilami) wszystko jest kwestią przyjętej drogi postępowania. Ja nie twierdzę, że sklejanie modelu plastikowego, nie jest modelarstwem. Rozumiem ludzi, którzy mówią, że - Nie obchodzi ich, jaki procent elementów w modelu będzie z kartonu, a jaki z innych materiałów, liczy się tylko efekt - i się z nimi zgadzam. Nie o to mi chodzi.
Rzecz w tym, że jeśli się zrobi dachówki samemu, z gipsu, z masy papierowej, albo z żywicy, okna polutuje z mosiężnego drutu, a witraże wydrukuje na folii acetatowej, to wciąż będzie rękodzieło. Produkt naszych rąk i naszej pomysłowości. Jeśli jednak dachówki (cały dach) kupimy w firmie A, okna w firmie B, rynny w firmie X, a koła pojazdu w firmie Y, to niestety, ale nawet przy maksymalnej "dobrej woli", nie możemy powiedzieć, że to my zbudowaliśmy ten model. Pomimo, że plastikowy kit, sklejony z równie "gotowych" części (a może nawet bardziej gotowych), będzie jak najbardziej w porządku.
Wszystko jest wyłącznie kwestią umowy i uczciwości w stosunku do samego siebie...


Komentarze
Prześlij komentarz