Czy my mamy właściwie na to wszystko czas?

     Pomówmy teraz o modelarstwie, z perspektywy człowieka, który czynnie modelarstwem się zajmować przestał, bo po prostu nie ma na nie czasu. Zastanówmy się, dlaczego? Co takiego może mieć do roboty pięćdziesięcioletni facet – nawiasem mówiąc, jest to stałe pytanie zadawane mi przez jednego mojego kolegę, który czasami podrzuca mi coś do obejrzenia. 
– Oglądałeś ten film? – Pyta zniecierpliwiony 
– Nie. Sorry stary, ale nie miałem kiedy 
– Jak to nie miałeś kiedy? A co ty masz właściwie do roboty? 

     No cóż. Wracam z pracy, odbieram dziecko ze szkoły, jak przyjdziemy, to muszę zrobić jemu i sobie obiad (nawet jak jest wstępnie przyrządzony, to i tak wymaga przygotowania). Myjemy ręce, przebieramy się, jak jest akurat zimno, czyli przez większą część roku, to palę w kominku, zanim to wszystko zrobimy, wraca z pracy żona, wtedy się kąpiemy, jemy kolację (której też nikt nam nie poda, musimy sami), pomagamy małemu w lekcjach i... Jest około dziewiątej wieczorem, więc jedno z nas kładzie się z nim spać, a drugie sprząta, żeby na rano było względnie czysto, zwłaszcza w kuchni. Rano – to jest pojęcie względne. Dla niektórych jest to około dziesiątej, dla innych trochę wcześniej, a są i tacy, którzy kładą się spać bardzo późno, więc rano zaczyna się dla nich następnego dnia po południu. Dla nas jest to godzina piąta, przed południem, więc nie ma mowy o snuciu się po mieszkaniu, albo oglądaniu telewizji do pierwszej w nocy. Jeśli jest zima, to około trzeciej, jedno z nas musi wstać i napalić w kominku, bo o piątej to już będzie Syberia. Wstajemy i szykujemy się do pracy, a małego do szkoły. Później żona idzie do pracy, a ja go odwożę i sam idę do swojej.

      Weekend... To nie jest tak do końca wolne. W Sobotę mały chodzi na dodatkowe zajęcia, później robimy na cały tydzień zakupy, ja szykuję drewno na opał, pracuję, np przy samochodzie, albo coś robię w domu. Nigdy nie jest tak, że nie ma nic do zrobienia. Zawsze trzeba coś pomalować, przykręcić, wymienić, załatać, naprawić, albo poprzestawiać. Gdy uporamy się z tym wszystkim (i z obiadem), jest wieczór. Pomimo Soboty, jesteśmy tak zmęczeni, że robimy sobie poobiednią drzemkę, a ta zamienia się w całkiem długi sen. W Niedzielę staramy się wykorzystać ten jedyny dzień, jaki nam został przed kolejnym pracowitym tygodniem i jak najwięcej odpocząć. Jeśli jest lato, ładna pogoda, staramy się gdzieś pojechać całą rodziną. Jak jest brzydko, idziemy spać.

     Kiedy mam obejrzeć ten film?

     Żeby było jasne, nie żalę się na swój los, przeciwnie, jestem bardzo szczęśliwy, że mam to, co mam. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że jesteśmy tylko dwuosobową rodziną, z jednym małym dzieckiem i nie mamy żadnej babci pod ręką, żeby się nim zajęła, podczas gdy my będziemy korzystać z życia, oraz doskonale rozumiem, że nie wszyscy mają taką samą sytuację. Niektórzy mają dorosłe dzieci, kończą pracę o 15:00, albo w ogóle są na emeryturze. Zawsze się mówi – pójdziesz na emeryturę, będziesz miał kupę czasu, to będziesz kleił modele ile wlezie. No cóż... Nie wiem jeszcze jak to jest i czy rzeczywiście ma się kupę czasu, ale domyślam się, że o ile nie jest się samotnym wdowcem, albo kawalerem, to też zawsze ma się mnóstwo rzeczy do zrobienia i w domu i naokoło niego. No i dochodzą jeszcze nieuniknione kłopoty ze zdrowiem. Całe dnie spędzone w przychodniach, w niekończących się kolejkach, w szpitalach, w aptece... A człowiek szybciej się męczy, nie tak jak kiedyś. 


     Niektórzy kleją – jak sami mówią – modele w pracy. Hhmmm... Nie wiem co to za praca, ale jeśli chodzi o mnie, to ciężko mi sobie wyobrazić, żebym mógł przynieść do swojej roboty wycinankę Halińskiego i w najlepsze sobie kleić. Może w jakimś biurze? Albo we własnej firmie, w której jest się szefem i ma się ludzi pracujących za nas. Ale ilu z Was jest w takiej sytuacji?

     Wnioski nasuwają się same i są jasne. Większość z nas po prostu nie ma czasu na klejenie modeli. Szczerze powiedziawszy, to większość z nas nie ma czasu na żadne inne hobby. Na obejrzenie filmu. Na pójście do kina. Na nic.

     Wyjątek stanowi młodzież ucząca się, na utrzymaniu rodziców, emeryci, których żony nie gonią do roboty w domu i którzy jeszcze cieszą się, pomimo swojego wieku, dobrym zdrowiem, oraz ludzie, którzy mieli tyle szczęścia w życiu, że nie należą do żadnej z tych grup, a pomimo to, nie muszą nic robić. Albo są figurantami. Znaczy – oficjalnie są w pracy, ale tak naprawdę mogłoby ich tam nie być i nikt by nawet nie zauważył. Są też liczne "szczególne przypadki", jak inwalidzi, ludzie oficjalnie niezdolni do pracy z powodów, o których istnieniu nawet byśmy się nie spodziewali, a także więźniowie. Jestem sobie też w stanie wyobrazić, że ktoś może iść do roboty na 7:00, skończyć o 15:00, wrócić do domu, zjeść obiad przygotowany przez żonę, albo z mikrofalówki i mieć całą resztę dnia dla siebie. Ale to też są przypadki szczególne i to coraz rzadsze w miarę postępu cywilizacji. Bo nasza cywilizacja "rozwija się" właśnie w taki sposób, że mamy coraz mniej czasu dla siebie, albowiem musimy pracować na liczne udogodnienia, wynalezione specjalnie po to, by uczynić nasze życie łatwiejszym. 

       Kiedyś, wcale nie tak dawno, bo powiedzmy... W latach 70, mój stryj wracał z pracy, rozsiadał się w fotelu i oglądał telewizję. Albo czytał książki. Jak miał z kim, to grał w karty, albo w szachy. Jedynymi rzeczami, za które musiał płacić, były rachunki za prąd, gaz, wodę i raz w roku jakiś symboliczny abonament za telewizję. Resztę wydawał na jedzenie, papierosy, gazety i książki. Jeden telewizor wystarczył mu na całe życie, radio też. Podobnie jak zegarek, wieczne pióro, czy okulary. Co parę lat trzeba było kupić buty i trochę bielizny. Pozostałe części garderoby, takie jak kożuch, czy garnitury, przekazywało się z pokolenia na pokolenie.

     Ale to były czasy, kiedy pędzel po malowaniu się myło niezwykle starannie i używało jeszcze wiele razy, aż się starł. Czy dziś ktokolwiek z Was widział pędzel z wytartym włosiem? Bo ja już od dawna nie.

     Dziś mamy całe mnóstwo udogodnień. Mamy konta bankowe, karty płatnicze, internet, smartfony, telewizję cyfrową, portale aukcyjne, fejsbuka, samochód, bez którego życie jest po prostu niemożliwe, fast foody, kredyty we frankach szwajcarskich, cyfrowe aparaty, komputer w każdym domu, ekspresy do kawy ze specjalnymi kartridżami, mikrofalówki i tak dalej i tym podobne... I to wszystko razem działa, współpracuje ze sobą, zazębia się, uzupełnia. Bez jednego ogniwa, cała ta maszyneria jest jednak nic nie warta. Jeśli nie masz jednego z tych elementów, leżysz i kwiczysz.

     Jak kiedyś nie miałeś telewizora kolorowego, to zawsze mogłeś oglądać w czerni i bieli. Jak nie miałeś telefonu, to mogłeś napisać list. Albo – jeśli sprawa wymagała natychmiastowej komunikacji – skorzystać z telefonu sąsiada (nie było w tym nic niezwykłego), lub z budki telefonicznej. Po prostu, nie mogąc mieć czegoś, w większości przypadków można było sobie poradzić bez tego czegoś. Gorzej, wolniej, ale można było. Dziś nie jest możliwe w ogóle przeżycie. Nie mając np smartfona, już nie można załatwić wielu spraw, które nie są luksusem, ale są niezbędne, jak np obsługa konta bankowego, czy kupienie biletu na autobus. Bilet jeszcze można kupić w kiosku, papierowy, jak dawniej, ale to tylko kwestia czasu, gdy płatność przez specjalną aplikację w telefonie będzie jedyną możliwą opcją. Ci, którzy tego nie zaakceptują, będą musieli się pożegnać z jazdą autobusem. A piechotą nigdzie nie dojdą, bo dziś jest tak wszystko zorganizowane, że wszędzie jest daleko. 

       Były ekspresy do kawy, ale jak ktoś go nie miał, to zawsze mógł sobie zmielić trochę ziaren i zaparzyć prosto w szklance. Mój wujek właśnie tak parzył, chociaż ekspres miał, enerdowski. Wolał jednak to zrobić szybciej i bez konieczności mycia później tej całej maszynerii. A kawa była i tak świetna i pachniała w całym domu. Może nie smakowała tak, jak ta dziś, z ekspresu ciśnieniowego, ale była niewiele gorsza i spełniała swoje zadanie. A teraz? Na razie jeszcze mamy wybór, ale już niedługo... Kawa dla masowego konsumenta będzie dostępna tylko w kartridżach. Które będą pasować tylko do konkretnej maszyny, a mając tą maszynę nie będzie można użyć żadnej innej kawy, a właśnie tej "dedykowanej". Aż w końcu ludzie tak bardzo się do tego przyzwyczają, że nie będą umieli inaczej. Nie wierzycie? Znam parę osób, nastolatków, którzy już teraz znają tylko jedną metodę zapłacenia za jazdę autobusem. Mają odpowiednią apkę i wsiadając, pokazują kierowcy telefon. Albo podsuwają go pod skaner, który czyta kod z ekranu. Nie mając smartfona, są bezradni. Nie wiedzą, że może istnieć inna metoda kupienia biletu.

     A przecież żeby to w ogóle mogło dojść do skutku, musi być telefon, sieć komórkowa, internet, odpowiednie aplikacje, skanery... Przecież to nie jest wszystko za darmo! Ktoś to produkuje, utrzymuje w działaniu, serwisuje i bierze za to pieniądze. A ci młodzi ludzie muszą za to płacić.

     Efekt jest taki, że niepostrzeżenie, po cichu, musimy coraz więcej pracować na utrzymanie tego całego systemu "udogodnień, ułatwień i unowocześnień", niezbędnych w normalnej codziennej egzystencji. Dlatego bierzemy nadgodziny, pracujemy ciężej i bezustannie toczymy walkę o zdobycie lepszej roboty. Spójrzcie na reklamy środków na przeziębienie i grypę. Pani biznesmen, w pociągu, albo w samochodzie, w drodze do pracy, oczywiście w kostiumie, z laptopem pod pachą, narzeka na ból głowy, zatkany nos itd. Bierze cudowną niebieską pastylkę i tadam! Jesteś znów aktywna (oczywiście "tykają" Cię bezczelnie, bo to takie nowoczesne). Wracasz do pracy. Wygrałaś! Kolejne ujęcie pokazuje panią biznesmen podpisującą jakieś kontrakty, biegnącą z laptopem na samolot, rozdzielającą zadania podległym pracownikom...

     No dobra, a co z "wyleżeniem" choroby w łóżku? Z odpoczynkiem? Z wyciszeniem się i z prawem jednostki ludzkiej do odrobiny spokoju? Nieee... Spokój jest dla mięczaków. Dla looserów. Ty jesteś aktywna, musisz być cały czas dyspozycyjna, w ruchu, na zawołanie. Ty nie masz czasu na chorobę, Ty musisz zapierdalać! Zresztą choroba, to tylko twoje subiektywne odczucie. Ty jesteś zwycięzcą. Zawsze. Pokonaj chorobę! Dołóż jej! Weź nowoczesną niebieską pastylkę i wracaj do roboty! Now!

     Nikomu nie zależy, żeby społeczeństwo było szczęśliwe. To mit z literatury fantastyczno naukowej. W rzeczywistości chodzi o to, żeby człowiek mógł dać z siebie maksimum wydajności. Pamiętacie tego Rosjanina, Ivana Drago, który walczył z Sylwestrem Stallone? Pamiętacie, jak go podpinali do różnych maszyn, komputerów, jak analizowali każdy najmniejszy parametr, jak opracowywali specjalne programy ćwiczeń? Tak jest w dzisiejszym sporcie wyczynowym. Rekordy są wyżyłowane do granic możliwości, buty, ubrania, sprzęt, zaprojektowane i wykonane przy użyciu najlepszych "kosmicznych" technologii. Gra toczy się o ułamki ułamków sekund. Do walki stają nie ludzie, ale doskonale wytrenowane roboty w ludzkiej skórze...

     Tak samo jest dziś w wielkich korporacjach z pracą. Kiedy przeniesie się to na cały rynek, kwestia czasu. Właściciel przedsiębiorstwa będzie miał coraz wyższe koszty, więc żeby się utrzymać, będzie musiał poszukać oszczędności. Dziś robią to tylko wielcy, z zachłanności. Jutro będą musieli wszyscy, żeby przetrwać. Nie zapłacą Wam mniej, bo Wasze koszty własne też rosną. A więc będą musieli wyegzekwować z Was większą wydajność. Bo to jest tak, że uczysz się skakać, coraz wyżej, żeby przy pokonywaniu przeszkody nie męczyć się i nie narażać na kontuzje. Pracujesz ciężko, ale z każdym dniem skaczesz coraz wyżej. A tymczasem, kiedy śpisz, po cichu, ciemną nocą, jacyś dranie podnoszą Ci poprzeczkę o parę centymetrów. I nawet nie wiesz, że w ciągu ostatnich paru dziesięcioleci, podnieśli Ci ją już o parę metrów. I zastanawiasz się, co jest do ciężkiej Anielki, że ćwiczysz coraz więcej, a wciąż jest tak trudno przeskoczyć...

     Człowiek przyszłości znów będzie zapierdalał tak, jak nawet się nie śniło niewolnikom zatrudnianym w starożytności gdzieś w kopalniach. I nawet się nie połapie, że to już się dzieje.

     I kto będzie wtedy miał czas na klejenie modeli? Kto będzie miał czas na obejrzenie filmu? Kto będzie miał w ogóle czas dla siebie?

     Modelarstwo nie zniknie z powodu jego spadającej popularności. Nie zniknie z powodu braku zainteresowań tak "archaiczną" formą uprawiania hobby.

     Modelarstwo zniknie z powodu braku czasu... 


Wszystkiego dobrego w Nowym Roku 2020...

Komentarze

Popularne posty